La Mańana a Ibiza - relacja z imprezy

La Mańana a Ibiza

Czas: godzina 22.30
Miejsce: Au Bars, Thomas Street.

Wygląda niepozornie? Nic się nie dzieje? Nie dajcie zwieść się pozorom. To był na prawdę udany wieczór.

Trzy sale, niesamowita muzyka, tłumy Polaków i Irlandczyków, sporo alkoholu, prawdziwa dobra zabawa. Co mogę powiedzieć na sam początek? Im było później, tym pogoda gorsza, a jakość muzyki i poziom zabawy coraz lepszy.

Hausowano, dansowano i lansowano się. Pojawiało się też coraz więcej i więcej irlandzkiej reprezentacji męskiej, skorej do podziwiania naszych pięknych pań, które bawiły się na prawdę dobrze. W niektórych przypadkach skromnie i z pewną nieśmiałością, w innych – otwarcie, na całego. Pomieszczenia „Au Bars” w kulminacyjnym momencie imprezy pękały w szwach. Chyba wszyscy są zgodni, co do tego, że ta impreza nie powinna być ostatnią tego typu. Nie wspominając o pięknym personelu lokalu, na salach można było, co chwilę usłyszeć bawiących się rodaków. Może nawet lepiej, że lokal jest wygłuszony i nie było nas słychać na zewnątrz:)

Pete Rozzo

La Mańana a Ibiza

DJ Pete Strong, młody, otwarty i przyjazny człowiek z talentem do wywoływania arytmii serca.

La Mańana a Ibiza

Oraz mój faworyt tej nocy, człowiek z wielkim talentem do uniwersalnego mieszania tonów, nut i tempa: DJ James Kav.

La Mańana a Ibiza

Do godziny 23.00 sale „czaiły się”. Pierwsze panie ruszyły na parkiet krótko po jedenastej. Koło północy „Main Room” był pełny, a parkiet zajęty. Warto wspomnieć o atmosferze, wszyscy naprawdę byli uśmiechnięci i życzliwi. Nie było żadnych incydentów, ani kłopotów. To ważne przy tego rodzaju imprezach. Koło pierwszej w nocy ochrona, której praktycznie nie było widać, co nie było łatwe przy ich rozmiarach, odmówiła jednej pijanej osobie wejścia. To wszystko. Wspominam o tym, bo przecież każdy z nas chce się bawić w spokoju i w przyjaznej atmosferze. Na „La Mańana a Ibiza” taka przyjazna atmosfera panowała. Warte zapamiętania.

Tym czasem, stery przejęli kolejni magicy adaptera. Przez całą noc „czarowali” nam: DJ James Kav, DJ Pete Strong, Dermont Long, Pete Rozzo, Luke i oczywiście nasz solenizant, organizator, pomysłodawca i magik w jednym DJ LOCO. Temu ostatniemu, koło godziny drugiej odśpiewano jedną z najbardziej oryginalnych wersji „Happy Birthday”. Należało się. Zresztą sami popatrzcie, co się działo.

La Mańana a Ibiza
La Mańana a Ibiza
La Mańana a Ibiza
La Mańana a Ibiza
La Mańana a Ibiza
La Mańana a Ibiza

Koło godziny trzeciej skończyliśmy zabawę. Było wspaniale. Barmani sami przytupywali nogą, a ogólnie „na papierosie” można było usłyszeć, że „dobrze dziś grają”. To dobrze. Po to przyszliśmy. Było bardzo dobrze.

Pozdrawiam wszystkich, którzy byli w Au Bars.

Do zobaczenia na następnej imprezie.

Komentarze

Brak komentarzy.
*Imię:
e-mail:
Powiadom mnie o nowych komentarzach na tej stronie.
Ukryj mój e-mail.
*Tekst:
 
Powered by Scriptsmill Comments Script